Rozmowa z Adamem Małyszem została przeprowadzona w październiku 2005 r. podczas spotkania w Poczdamie. Zostało ono zorganizowane w ramach cyklicznych spotkań ze znanymi sportowcami odbywających się w jednym z salonów samochodowych w Poczdamie. Rozmowy ze sportowcami prowadzi Dirk Thile - niemiecki komentator stacji telewizyjnej Eurosport. W październiku jego goścmi byli Adam Małysz i Jens Weissflog (słynny niemiecki skoczek narciarski, który zakończył już karierę sportową).
W czasie tego spotkania odbyło się wręczenie symbolicznego czeku na samochód dostawczy podarowany Caritas Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej przez zaprzyjaźnione stowarzyszenie Aktion Umwelt für Kinder. Również wtedy została przeprowadzona krótka rozmowa z Adamem Małyszem poświęcona świętom Bożego Narodzenia oraz wytrwałości. Z Mistrzem rozmawiali ks. Andrzej Kołodziejczyk i Grzegorz Idziak.
Rozmowa z Adamem Małyszem
Grzegorz Idziak: Jak wyglądają Święta Bożego Narodzenia Adama Małysza??>
Adam Małysz: Dla mnie Święta są czymś wyjątkowym dlatego, że to jest jeden z takich momentów, kiedy mogę spędzić czas z rodziną. Wiem, że chłopcy bardzo często, jeśli jest Puchar Europy jadą na Puchar Europy w Wigilię i wiem, jak jest ciężko dla nich. Chodzą do kościoła, idą na pasterkę, ale na następny dzień startują w zawodach. Gdybym miał jechać na przykład na puchar kontynentalny nie zgodziłbym się, a to dlatego, że jest to moment dla mnie bardzo wyjątkowy. Ja bardzo lubię wtedy spędzać ten czas z rodziną, pójść do kościoła, pośpiewać kolędy. Bardzo lubię, jeśli jest śnieg i piękna pogoda, jak sypią z nieba takie duże płaty - to jest naprawdę coś wspaniałego.
G.I: A myśl o Turnieju Czterech Skoczni nie zakłóca świętowania?
A.M: Nie, nie! To wtedy się jeszcze o tym nie myśli. To przychodzi po świętach. Nie można zakłócać tego okresu niczym innym, bo święta są czasem wyjątkowym.
G.I: Mówi Pan też często, że ceni Pan u ludzi sprawiedliwość i dobroć. A jak to się przejawia na co dzień?
A.M.: Na pewno jest to bardzo trudne. Doświadcza się różnych sytuacji, w których trzeba się umieć zachować. Bardzo często człowiek popełnia błędy, z których później wnioskuje jakąś lekcję i stara się poprawić. Ale ja myślę, że trzeba przede wszystkim o tym myśleć cały czas, żeby spełniać jak najwięcej tych dobrych uczynków. Wiadomo, że przy tym zabieganiu nie zawsze wszyscy są zadowoleni i bywają również osoby pokrzywdzone, ale ma się taką satysfakcję, że jednak zrobiło się coś dobrego i staram się tak robić.
Ks. Andrzej Kołodziejczyk: Opiekujemy się dziećmi, dla których – zwłaszcza dla chłopaków - jest Pan idolem. To są dzieci z rodzin trudnych dzieci pozostawione same sobie. Często nie maja żadnej motywacji do zmian. Co by Pan im zostawił jako przesłanie?
A.M.: Przede wszystkim trzeba być wytrwałym. Ja od dziecka uprawiam sport. Wychowywałem się w środowisku, gdzie było dużo dzieci. Nie chodzi tutaj o rodzinę, bo z rodzeństwa mam tylko siostrę, ale na tym podwórku, na którym się bawiłem było bardzo dużo dzieci. A zacząłem skakać jak miałem 6 lat i były takie bardzo ciężkie momenty w moim życiu, gdyż musiałem iść na trening, a koledzy albo grali sobie w piłkę, albo gdzieś tam na rowerach jeździli. Ojciec trzymał mnie bardzo krótko przy tym sporcie dlatego, że był kierowcą w klubie, a w dodatku mój wujek był trenerem. Więc gdy nie poszedłem na trening to bardzo szybko się wydało i później była masa pytań, dlaczego nie byłem i tak dalej. No trudno mi było wyjaśniać, że po prostu chciałem sobie z chłopakami na rowerze pojeździć.
Ale dążyłem, dążyłem do swojego i w pewnym momencie... zostałem sam w klubie, bez tych starszych kolegów, którzy ze mną zaczynali.
Ks.A.K: Czyli warto być wytrwałym?!
A.M.: Warto mieć marzenia i dążyć do swojego. Nawet jak nie idzie, nawet jak są bardzo kryzysowe momenty, kiedy wydaje się, że to już jest ostatni etap i już się człowiek załamie - nie poddawać się!